Były święta. Nie musiał nawet zaglądać do
kalendarza, żeby to wiedzieć. Takie zamieszanie w domu Potterów panowało tylko
i wyłącznie przed świętami lub w trakcie ich trwania. Biegający Harry,
wygłupiająca się cała czwórka Huncwotów, ich kobiety plotkujące w kuchni i
panujący chaos były niepodrabialne. Odkąd Remus z Lin przeprowadzili się do
Australii tylko po to, by spełnić kolejne marzenie dziewczyny, a Peter dostał
dzięki znajomościom Jamesa świetną posadkę, która wymagała dużego zaangażowania
i wyzbycia się czasu wolnego – widywali się rzadko w komplecie. Sam Syriusz
często wpadał do Potterów pod pretekstem spotkań z chrześniakiem, tak naprawdę
zbyt często kłócił się z Dorcas, a później wolał wyjść, zamiast powiedzieć o
kilka słów za dużo. Poza tym rodzice Harry’ego mieli wyjątkowo wygodną kanapę w
salonie, na której jak już się usiadło, to ciężko było się z niej zwlec, w ten
sposób przesiedział, przeleżał mnóstwo czasu, którego nie wiadomo ile im
wszystkim pozostało. Zmieniło się wiele odkąd ukończyli Hogwart i poszli na
swoje. Nie zmieniło się tylko zachowanie Huncwotów teraz już nie chłopców –
mężczyzn. Nadal byli dziecinni, skrajnie nieodpowiedzialni, tyle że w
sytuacjach, w których mogli sobie na to pozwolić i lojalni wobec sprawy, w
którą wierzyli. W samym życiu Lily-dawniej Evans teraz już Potter – zaszło tyle
zmian w tak krótkim czasie, że ciężko było jej to pojąć. Jeszcze pięć lat temu
nienawidziła Jamesa i prędzej dałaby się pokroić niż zgodziłaby się na randkę z
nim, pięć lat temu miała siedemnaście lat. Teraz z kolei miała dwadzieścia dwa
lata, była po ślubie z Potterem, miała synka Harry’ego a w jej brzuchu
harcowała pięciomiesięczna Diana. Sam Syriusz był totalnie do tyłu, jeśli
chodziło o życie rodzinne – oświadczał się czterokrotnie Dorcas i tyle samo
razy zaręczyny były zrywane – za każdym razem szło o głupoty na tyle mało
ważne, że po upływie kilku tygodni z powrotem byli razem. Obecnie Syriusz był u
kobiety na ,,okresie próbnym” co nie zmieniało właściwie nic oprócz
ograniczenia czułości do całkowitego minimum i zgryźliwości ze strony Dorcas.
Przez wszystkich i tak już od hogwarckich lat byli traktowani, jak stare dobre
małżeństwo. Takim więc oto sposobem Potterowie jako jedyni się ustatkowali i
jako jedyni mieli potomstwo, toteż wszyscy chętnie się u nich zbierali i
zachwycali nad słodkim małym berbeciem, jakim był Harry.
,,Popatrzcie jaki śliczny po tatusiu”,
,,Harry przestań ciągnąć Syriusza za włosy”, ,,Harry jest najmądrzejszym
dzieckiem na całym świecie”.
Harry to Harry tamto, Harry był po prostu
zielonym (po mamie) oczkiem w głowie wszystkich.
- James, nakarm Harry’ego – powiedziała Lily,
wchodząc do salonu z miską w jednej ręce i ulubionym kubeczkiem syna – bordowym
ze złotym zniczem. James uznał to za znak, że chłopiec pójdzie w jego ślady i
nie dość, że trafi do Gryffindoru, uszczęśliwiając rodziców, wszystkich wujków,
wszystkie ciotki to przy okazji dodając wrażeń Minerwie McGonagall – to jeszcze
zostanie szukającym, najlepszym tak jak James.
- Jasne – odparł i podszedł do żony. Lily wydawała
się zmęczona, po trochu była to zapewne wina przygotowań do świąt, po trochu
gości, którzy rozsiedli się w salonie, a którzy jeszcze nie byli w komplecie,
brakowało rodziców Jamesa, rodziców Lily i Petunii, która ostatecznie zakopała
z siostrą topór wojenny – Może usiądziesz na chwilę? – położył dłonie na
ogromnym brzuchu Lily. Taki brzuch miała na dwa tygodnie przed urodzeniem
Harry’ego toteż Molly Weasley zapewniała ją, że spodziewa się bliźniąt. Po
ostatnim badaniu kobieta mogła jednak odetchnąć z ulgą nie nosiła dwóch kopii
Jamesa tylko jedną dużą i silną Dianę. Jeden Harry miał energii za pięciu,
skalę krzyku porównywalną do mandragory.
- Z chęcią – Lily oddała mężczyźnie prowiant
dla syna i opadła na kanapę – tą samą, którą tak lubił Syriusz.
Po kilku minutach do salonu wpadły
przyjaciółki kobiety zniecierpliwione jej przedłużającą się nieobecnością.
Widząc zwiniętą na kanapie Lily pokręciły rozbawione głową i same rozsiadły się
w fotelach. Remus i Peter widząc swoje kobiety zaprzestali przepychanek między
sobą i usiedli koło nich. Lily już prawie odpływała, gdy poczuła jak koło niej
sadowi się jej ukochany z małym Harrym cichutko chichoczącym, gdy James kazał
mu być cicho. Kobieta na oślep przysunęła się do Pottera, uśmiechnęła się
leciutko, gdy poczuła na czole usta męża, na policzku małe usteczka Harry’ego a
w brzuchu poruszającą się spokojnie Dianę. Ich mała rodzina była w komplecie.
Tylko Syriusz postanowił opuścić
pomieszczenie, czuł się niekomfortowo, gdy widział szczęśliwych przyjaciół a naprzeciwko
siebie miał Dorcas rzucającą mu lodowate spojrzenia, pomimo że w tamtym
momencie wyglądał jak zbity pies. Wstając z podłogi uderzył w stojącą za nim
komodą, która zatrzęsła się gwałtownie. Nim zdążył się zorientować zaczarowana
kula śnieżna, którą Potterowie otrzymali na ślub, a która przedstawiała ich
podobizny spadła z mebla i zderzyła się z drewnianą podłogą, rozpryskując się
na wszystkie strony. Syriusz podniósł głowę, żeby przeprosić Potterów, bo taką
szkodę dzięki bogu był w stanie naprawić. To, co zobaczył przeraziło go. Nie
było Potterów, nie było Remusa, Petera, Dorcas, Lin ani Marii. Nie było w ogóle
salonu Potterów. Znów był sam. W zimnej ciemnej celi Azkabanu. Sturlał się z
metalowej pryczy i opadł na kolana. Był cały spocony, serce kołatało mu w
piersi. Znowu był sam. Sen był jednocześnie ucieczką i jego więzieniem. Co noc
ten sam sen. Szczęście, euforia, poczucie przynależności, a potem upadek,
przebudzenie, przerażenie i moment, w którym docierała do niego prawda. Gdy
zamknął oczy przez moment widział odbicie tamtego snu. Później, podpierając się
rękoma wstał i na drżących nogach podszedł do ściany.
Zaznaczył na ścianie kawałkiem patyka kolejny
dzień.
Był dwudziesty czwarty grudnia.
Tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego drugiego
roku.
A Diana nigdy się nie urodziła.
⚡⚡⚡
Wiem, że napisałam o świętach we wrześniu, ale umówmy się - zrobiłam to bo mogę.
Napisałam tu coś, bo mam dostęp do tego konta.
Zrobiłam to bo mogę.
Tym razem nic chorego, zboczonego i wzbudzającego szok, zdziwienie, odrazę itp. z pewnych rzeczy się wyrasta.
Żartowałam z takich rzeczy się nie wyrasta. Nadal tworzę dziwaczne teksty, w których brak logiki, teksty w których to co się dzieje nie ma prawa bytu i przeczy wszelkim prawom istniejącym na tym świecie. Tak jak Drapple, Chickron czy też Minerwa McGonagall tańcząca ze Snapem, później zamieniona w okonia. Zdaję sobie sprawę z tego, że minęły cztery lata, ja się trochę zmieniłam ale kiedyś być może pojawi się tutaj coś co sprawi, że pożałujecie kliknięcia w tę stronę, coś co wypali wam oczy za co tak jak zawsze nie odpowiadam i nie wypłacam odszkodowań. Być może następne coś pojawi się dopiero za kolejne cztery lata, żeby były równe odstępy czasu? Who knows.
M
M
Miło, że powraca tu jakakolwiek aktywność, czekam na więcej opowiadań, albo tych pojebanych, albo nie (ale i tak bardziej czekam na te pierwsze XD)
OdpowiedzUsuń~L