piątek, 27 września 2019

4. Odbicie


Były święta. Nie musiał nawet zaglądać do kalendarza, żeby to wiedzieć. Takie zamieszanie w domu Potterów panowało tylko i wyłącznie przed świętami lub w trakcie ich trwania. Biegający Harry, wygłupiająca się cała czwórka Huncwotów, ich kobiety plotkujące w kuchni i panujący chaos były niepodrabialne. Odkąd Remus z Lin przeprowadzili się do Australii tylko po to, by spełnić kolejne marzenie dziewczyny, a Peter dostał dzięki znajomościom Jamesa świetną posadkę, która wymagała dużego zaangażowania i wyzbycia się czasu wolnego – widywali się rzadko w komplecie. Sam Syriusz często wpadał do Potterów pod pretekstem spotkań z chrześniakiem, tak naprawdę zbyt często kłócił się z Dorcas, a później wolał wyjść, zamiast powiedzieć o kilka słów za dużo. Poza tym rodzice Harry’ego mieli wyjątkowo wygodną kanapę w salonie, na której jak już się usiadło, to ciężko było się z niej zwlec, w ten sposób przesiedział, przeleżał mnóstwo czasu, którego nie wiadomo ile im wszystkim pozostało. Zmieniło się wiele odkąd ukończyli Hogwart i poszli na swoje. Nie zmieniło się tylko zachowanie Huncwotów teraz już nie chłopców – mężczyzn. Nadal byli dziecinni, skrajnie nieodpowiedzialni, tyle że w sytuacjach, w których mogli sobie na to pozwolić i lojalni wobec sprawy, w którą wierzyli. W samym życiu Lily-dawniej Evans teraz już Potter – zaszło tyle zmian w tak krótkim czasie, że ciężko było jej to pojąć. Jeszcze pięć lat temu nienawidziła Jamesa i prędzej dałaby się pokroić niż zgodziłaby się na randkę z nim, pięć lat temu miała siedemnaście lat. Teraz z kolei miała dwadzieścia dwa lata, była po ślubie z Potterem, miała synka Harry’ego a w jej brzuchu harcowała pięciomiesięczna Diana. Sam Syriusz był totalnie do tyłu, jeśli chodziło o życie rodzinne – oświadczał się czterokrotnie Dorcas i tyle samo razy zaręczyny były zrywane – za każdym razem szło o głupoty na tyle mało ważne, że po upływie kilku tygodni z powrotem byli razem. Obecnie Syriusz był u kobiety na ,,okresie próbnym” co nie zmieniało właściwie nic oprócz ograniczenia czułości do całkowitego minimum i zgryźliwości ze strony Dorcas. Przez wszystkich i tak już od hogwarckich lat byli traktowani, jak stare dobre małżeństwo. Takim więc oto sposobem Potterowie jako jedyni się ustatkowali i jako jedyni mieli potomstwo, toteż wszyscy chętnie się u nich zbierali i zachwycali nad słodkim małym berbeciem, jakim był Harry.
,,Popatrzcie jaki śliczny po tatusiu”, ,,Harry przestań ciągnąć Syriusza za włosy”, ,,Harry jest najmądrzejszym dzieckiem na całym świecie”.
Harry to Harry tamto, Harry był po prostu zielonym (po mamie) oczkiem w głowie wszystkich.

- James, nakarm Harry’ego – powiedziała Lily, wchodząc do salonu z miską w jednej ręce i ulubionym kubeczkiem syna – bordowym ze złotym zniczem. James uznał to za znak, że chłopiec pójdzie w jego ślady i nie dość, że trafi do Gryffindoru, uszczęśliwiając rodziców, wszystkich wujków, wszystkie ciotki to przy okazji dodając wrażeń Minerwie McGonagall – to jeszcze zostanie szukającym, najlepszym tak jak James.

- Jasne – odparł i podszedł do żony. Lily wydawała się zmęczona, po trochu była to zapewne wina przygotowań do świąt, po trochu gości, którzy rozsiedli się w salonie, a którzy jeszcze nie byli w komplecie, brakowało rodziców Jamesa, rodziców Lily i Petunii, która ostatecznie zakopała z siostrą topór wojenny – Może usiądziesz na chwilę? – położył dłonie na ogromnym brzuchu Lily. Taki brzuch miała na dwa tygodnie przed urodzeniem Harry’ego toteż Molly Weasley zapewniała ją, że spodziewa się bliźniąt. Po ostatnim badaniu kobieta mogła jednak odetchnąć z ulgą nie nosiła dwóch kopii Jamesa tylko jedną dużą i silną Dianę. Jeden Harry miał energii za pięciu, skalę krzyku porównywalną do mandragory.

- Z chęcią – Lily oddała mężczyźnie prowiant dla syna i opadła na kanapę – tą samą, którą tak lubił Syriusz.

Po kilku minutach do salonu wpadły przyjaciółki kobiety zniecierpliwione jej przedłużającą się nieobecnością. Widząc zwiniętą na kanapie Lily pokręciły rozbawione głową i same rozsiadły się w fotelach. Remus i Peter widząc swoje kobiety zaprzestali przepychanek między sobą i usiedli koło nich. Lily już prawie odpływała, gdy poczuła jak koło niej sadowi się jej ukochany z małym Harrym cichutko chichoczącym, gdy James kazał mu być cicho. Kobieta na oślep przysunęła się do Pottera, uśmiechnęła się leciutko, gdy poczuła na czole usta męża, na policzku małe usteczka Harry’ego a w brzuchu poruszającą się spokojnie Dianę. Ich mała rodzina była w komplecie.

Tylko Syriusz postanowił opuścić pomieszczenie, czuł się niekomfortowo, gdy widział szczęśliwych przyjaciół a naprzeciwko siebie miał Dorcas rzucającą mu lodowate spojrzenia, pomimo że w tamtym momencie wyglądał jak zbity pies. Wstając z podłogi uderzył w stojącą za nim komodą, która zatrzęsła się gwałtownie. Nim zdążył się zorientować zaczarowana kula śnieżna, którą Potterowie otrzymali na ślub, a która przedstawiała ich podobizny spadła z mebla i zderzyła się z drewnianą podłogą, rozpryskując się na wszystkie strony. Syriusz podniósł głowę, żeby przeprosić Potterów, bo taką szkodę dzięki bogu był w stanie naprawić. To, co zobaczył przeraziło go. Nie było Potterów, nie było Remusa, Petera, Dorcas, Lin ani Marii. Nie było w ogóle salonu Potterów. Znów był sam. W zimnej ciemnej celi Azkabanu. Sturlał się z metalowej pryczy i opadł na kolana. Był cały spocony, serce kołatało mu w piersi. Znowu był sam. Sen był jednocześnie ucieczką i jego więzieniem. Co noc ten sam sen. Szczęście, euforia, poczucie przynależności, a potem upadek, przebudzenie, przerażenie i moment, w którym docierała do niego prawda. Gdy zamknął oczy przez moment widział odbicie tamtego snu. Później, podpierając się rękoma wstał i na drżących nogach podszedł do ściany.

Zaznaczył na ścianie kawałkiem patyka kolejny dzień.
Był dwudziesty czwarty grudnia.
Tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego drugiego roku.
A Diana nigdy się nie urodziła.

 ⚡⚡⚡

Wiem, że napisałam o świętach we wrześniu, ale umówmy się - zrobiłam to bo mogę. 
Napisałam tu coś, bo mam dostęp do tego konta. 
Zrobiłam to bo mogę.
Tym razem nic chorego, zboczonego i wzbudzającego szok, zdziwienie, odrazę itp. z pewnych rzeczy się wyrasta. 
Żartowałam z takich rzeczy się nie wyrasta. Nadal tworzę dziwaczne teksty, w których brak logiki, teksty w których to co się dzieje nie ma prawa bytu i przeczy wszelkim prawom istniejącym na tym świecie. Tak jak Drapple, Chickron czy  też Minerwa McGonagall tańcząca ze Snapem, później zamieniona w okonia. Zdaję sobie sprawę z tego, że minęły cztery lata, ja się trochę zmieniłam ale kiedyś być może pojawi się tutaj coś co sprawi, że pożałujecie kliknięcia w tę stronę, coś co wypali wam oczy za co tak jak zawsze nie odpowiadam i nie wypłacam odszkodowań. Być może następne coś pojawi się dopiero za kolejne cztery lata, żeby były równe odstępy czasu? Who knows. 

M